Od pewnego czasu interesuję się kwestią dostępu do broni. Na dzień dzisiejszy reguluje to UoBiA czyli Ustawa o Broni i Amunicji [DU: 1999:53:549] z późniejszymi zmianami [DU :2017:1893] Przeczytałem tę ustawę niedawno i muszę powiedzieć, że wróciły do mnie wspomnienia młodości. Niestety, nie mam tu na myśli „różowych słoników” i ciepłego mleczka, ale całkiem dobrze zapamiętane mroczne czasy panowania w Polsce Zła.

Nawet język tego gniota prawnego trudno już napotkać we współczesnych potworkach prawnych „made by Wiejska”. Do czasu lektury UoBiA wydawało mi się, że najbardziej betonowo-czerwona jest ustawa o szkolnictwie wyższym z 90’ roku, która utrwalając ubecko-komunistyczny układ w wyższych uczelniach położyła je przez to na łopatki, ale UoBiA przebija wszystko co dotychczas w Dzienniku Ustaw wyczytałem.

Człowiek wolny to taki człowiek który sam decyduje o swoim losie, ale korzystanie z wolności musi odbywać się bez narzuca ograniczeń innym osobnikom gatunku homo sapiens i nie tylko. Pełna „wolność” prowadziłaby do chaosu, dlatego naturalnym ograniczeniem wolności jest odpowiedzialność. Zakończę na tym filozoficzny wywód, bo mojej „jednostce ludzkiej” tak zdefiniowana wolność w zupełności wystarczy.

Jednym z niezbywalnych atrybutów wolności jest prawo do jej utrzymania – nie masz prawa do utrzymania wolności – jesteś niewolnikiem. Czyli nie masz prawa do obrony – jesteś niewolnikiem. Czy obywatel RP AD 2017 ma prawo do obrony?

No i tu możemy podyskutować… Załóżmy, że idę sobie wieczorkiem po warszawskiej Pradze Północ, albo po gdańskiej Oruni, albo po szczecińskiej Łasztowni i spotykam na swojej drodze kilku, np. 4 panów, którzy proponują mi podzielenie się z nimi papierosami, których nie palę. Zaznaczam, że mam trochę nadwagi, a na 3 km z przeszkodami nigdy nie startowałem. Czas miejsce i okoliczności wskazują, że prawdopodobieństwo dostania w mordę jest, w opisanych okolicznościach, bliskie jedności.

Załóżmy jednak, że mam trochę pojęcia o rachunku prawdopodobieństwa – obliczenia statystyczne we własnym doktoracie wykonałem sam – i wiem, że tylko błyskawiczny atak obniża prawdopodobieństwo „dostania wpierdol” o połowę. Zamiast poczęstować panów bandytów papierosem, którego nie mam bo nie palę, walę najbliższego pana bandziorka w krtań i łamię mu chrząstki, a jego sąsiada udaje mi się kopnąć w tzw. jaja. Pozostaje dwóch panów bandziorków którzy mogą zwiać, ale również mogą zapałać chęcią pomsty. Jeżeli zwieją to i ja ucieknę w kierunku przeciwnym, ale jeżeli nie zwieją to dostanę „wpierdol”, a sprzedanie kosy jest wielce prawdopodobne.

Ponieważ jestem takim dziwnym człowieczkiem który bardzo nie lubi dostawać „wpierdol”, a dodatkowo to ja, piszący te słowa, układam scenariusz, więc przyjmę założenie, że pozostali dwaj panowie bandziorkowie uciekli. Ja też. Na miejscu pozostali dwaj panowie – jeden z jajecznicą w majtkach. Drugi pan, niestety, właśnie przeniósł był się do swego bandyckiego raju, bo uderzyłem go celnie i skutecznie.

Będąc człowiekiem odpowiedzialnym, już w trakcie ucieczki zawiadomiłem z komórki panów milicjantów, że napadło mnie czterech panów, dwóch leży na chodniku, a dwóch uciekło. To zawiadamianie odbyło się w sposób następujący: najpierw trzy razy wystukiwałem 997 i było zajęte, następnie po dwóch wystukaniach 112 zgłosiła się panienka, której musiałem zreferować sprawę i przedstawić się, szkoda, że nie zapytała mnie o numer dowodu osobistego. Panienka ostatecznie przełączyła mnie do pana milicjanta, który najbardziej chciał wiedzieć jak się nazywam i z jakiego numeru dzwonię, a następnie po wysłuchaniu mojej opowieści zdecydował się wysłać patrol. Wszystko razem trwało nawet 15 min. Następnie udałem się do domu.

O 6:00 obudziło mnie walenie do drzwi, zanim zdążyłem wstać z wyra drzwi wyleciały z zawiasów, usłyszałem wybuch granatu. Granatów było wprawdzie kilka, ale tylko pierwszy usłyszałem. Leżąc na pysku z jakimś 100 kilowym bydlunem na plecach słyszałem jak mi ryczy do ucha: „gleba, kurwa, gleba…” Następnie poczułem ból w barkach i zimno na nadgarstkach. Okazało się, że jestem aresztowany.

Zawiozło mnie na psiarnię, wrzuciło do cuchnącej celi, po południu zawiozło do proroka, który uznał mnie za bandytę i mordercę odpowiednio traktując – przedstawił mi zarzuty z art. 148 § 2 za zabicie pana bandziorka uderzeniem w krtań, oraz z art. 156 § 1(pozbawienie zdolności płodzenia) za kopnięcie drugiego pana bandziorka w jaja. Okazało się, że pozostali dwaj panowie bandziorkowie są głównymi świadkami oskarżenia i nadają na mnie, że samotrzeć zaatakowałem ich, czterech niewinnych obywateli, mordując w okrutny sposób jednego, pozbawiając zdolności płodzenia drugiego, a oni wyłącznie dzięki szybkiej ucieczce przeżyli mój bandycki napad. Proroka nie obchodziło, że czterej panowie mają pobyty w pierdlach dłuższe niż połowa ich życia, a ja nawet ostatnio mandatu za przekroczenie prędkości nie dostałem…

Do sprawy siedziałem w pierdlu, łącznie przesiedziałem 14 miesięcy. W pierdlu miałem spokój, bo bali się chłopaki faceta, co gołymi rękoma zabił charakterniaka, a drugiemu przyrządził jajecznicę jednym kopem i przecwelić mnie nie próbowali. Sąd, o dziwo, uniewinnił mnie, nawet nie stwierdzając przekroczenia obrony koniecznej. Wyszedłem z pierdla, ale żony już nie miałem, firma poszła się bzykać…

Powyższy scenariusz jest od początku do końca wytworem mojej chorej wyobraźni, ale każdy z jego elementów przydarzył się różnym ludziom, w różnym czasie III RP. Samo życie – można powiedzieć.

Zapyta ktoś – co to ma do ustawy o broni i amunicji? Faktycznie niewiele, bo problem tkwi znacznie głębiej. Problemem jest brak konstytucyjnej gwarancji mojego prawa do obrony mojej wolności. Własnoręcznej obrony! Na co mi „ochrona prawna” państwa jeżeli panowie bandziorkowie mają zamiar dać mi „wpierdol” na ulicy. W opisanym wyżej scenariuszu to panowie bandziorkowie mieli ochronę prawną, a nie ja. Mnie konstytucja, wraz ze swoją „ochroną prawna” wsadziła do pierdla. Sąd mnie wprawdzie uniewinnił, ale równie dobrze mógł klepnąć mi „ćwiarę” za złamaną krtań i jajecznicę w mosznie i cieszyć się powinienem, że te dwie „ćwiary” w byłym PRLu nie sumują się jak u USatych.

Pan Czesław Kowalczyk odsiedział w pierdlu 12 lat[1], a nawet nie zabił, więc ja – morderca i niszczyciel półżyć niepoczętych spoko mógłbym odsiedzieć „ćwiarę”. Z tego powodu żądam nowej Konstytucji, która zagwarantuje mi prawo do wolności i jej skutecznej obrony! Dopiero wtedy uznam, że „komuna zdechła”.

Brak takiej konstytucyjnej gwarancji do wolności i jej obrony powoduje, że „stffórcy” UoBiA’i mogli wydzielić takiego czerwonego bękarta jakim jest ta ustawa. UoBiA to kwintesencja prawdziwej twarzy komunizmu – karmić swoich. Zasada była prosta – pod wszelkimi możliwymi sankcjami karnymi zabraniano posiadania czegoś. Tym czymś mogło być np. złoto, waluty obce, ale też i broń. Zabraniając posiadania broni zostawiano jednak furtkę dla „swoich”. „Swoi” mogli posiadać ten ściśle reglamentowany towar. W ten sposób „szary obywatel”, nawet jeżeli odważył się wystąpić o zezwolenie na posiadanie broni nie miał żadnych szans na otrzymanie go, bo ustawowo „gwarantowano” uznaniowość decyzji. Jednocześnie ustawowo wskazanym miejscem decyzyjnym była nie administracja państwa, ale organ siłowy – milicja. Milicjant decydował czy obywatel może mieć klamkę czy nie. Komuna podobno zdechła w 89’, ale nadal, w 2017r., tow. milicjant – o przepraszam: pan policjant, decyduje o klamkobraniu.

Geniusze, zaprawdę istni, stworzyli tego czerwonego bękarta(UoBiA). Weźmy, cumbajszpil, taki tłumik do klamki. W bPRLu nawet myślenie o tłumiku jest niezgodne z prawem. UoBiA w art. 10. ust. 1 napisało: „Właściwy organ Policji wydaje pozwolenie na broń, jeżeli wnioskodawca nie stanowi zagrożenia dla samego siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego oraz przedstawi ważną przyczynę posiadania broni.”

W ust. 5 tegoż art. 10 napisało: „Pozwolenie na broń, o którym mowa w ust. 1, nie może być wydane, z zastrzeżeniem art. 29 ust. 2, na broń szczególnie niebezpieczną w postaci: (…) 3 „broni palnej wyposażonej w tłumik huku lub przystosowanej do strzelania z użyciem tłumika huku;”

Co komu, qrva, przeszkadza tłumik??? Tłumik to zdrowie i ekologia. Zdrowie, bo jedna seria z kałacha ogłusza na tyle, że powrót słuchu trwa kilka godzin. Powie ktoś: słuchawki aktywne i po sprawie. Niezupełnie, bo seria z kałacha niesie się w góry i doliny, a ludność tubylcza, zazwyczaj masowo występująca wokół strzelnic, ma przesrane od rana do nocy na dźwięki charakterystyczne dla pacyfikacji wsi przez rycerski Wehrmacht lub wyzwolicieli-krasnoarmiejców i dostaje słusznego vqrva i pisze donosy w sprawie hałasu. Strzelnica w polu pod wsią to jak lotnisko z F-16 pod Poznaniem więc vqrv localsów na hałas jest słuszny!!!

A na polowaniu? Strzelający z ambony morderca jeleni[2], czy nawet dzików, ustrzeli jednego, a wypłoszy setki zwierząt. Zestresowane sarenki poronią, a zające poschodzą na zawały. Czyż nie??? Nawet w niektórych krajach ościennych(CZ) tłumiki są dozwolone, wręcz zalecane, ale nie w bPRLu. Żeby było śmieszniej to tłumik do klamki można w Polsce posiadać legalnie i bez jakiegokolwiek zezwolenia, ale założyć go na klamkę i strzelać po cichu, z ochroną słuchu własnego, localsów okolicznych i zwierzyny to już niel’zja. Łysiak definiuje to krótko: something pajebałos’. Nie zdziwiłbym się jednak gdyby ta „jevrosajuznaja” Bieńkowska wymyśliła kolejną „jevrosajuzną” dyrektywę – tłumik tak, ale razem z sondą lambda i katalizatorem i zakazać czarnoprochowców!!! Koniecznie.

Niedawno widziałem na TwojejTrąbie jak pewien człowiek ciągnął łacha, z panów milicjantów[3]-strażników komunizmu i ich czerwonomózgich ustawodawców, przy pomocy noża, chińskiej zabawki i klona AR15. Człowiek ten zrobił nożem doopę chińskiej zabawce, następnie wetknął w rzeczona doopę końcówkę lufy klona AR15 .22LR i wystrzelił ze 20 kulek – efekt akustyczny słyszalny był „na ucho” – przynajmniej 1/3 decybeli mniej. Panowie osłowie, panowie komędanci-milicjanci[4], panie oberkomędancie-milicjancie[5] czujecie bluesa? Na waszym miejscu zaraz przeszukałbym TwojąTrąbę, wykrył tego śmiecia co z milicji kpi i (p)osłów obraża😉 A może licencja na posiadanie kitajskich zabawek z aliexpress a’ 1$/szt. z darmową dostawą do bPRLu?

Something pajebałos’ jak to powiada pan pisarz Łysiak i wie co powiada.:-(

Jedźmy dalej – kaliber. Jakiś debil wymyślił, że lud prosty w Polszcze może dotykać klamki najwyżej z lufą fi 12mm. Większe kalibry są sawierszenno zapreszczionnyje. Rozumiem, że ów debil coś kumał o układzie SI i pewnie wiedział, że w Polszcze i okolicy obowiązuje układ metryczny. Pewnie jednak miał 2 z giegry i histy bo nie wiedział, że USA ma cale i galony(nawet swoje specgalony USate) i… najwięcej klamek na USatą głowe w całym bożym świecie. Co daje USatym prawo do mierzenia kalibrów w calach i skutkuje tym, że dobra giwera do LongShotów ma kaliber .50(pół cala), a ½ cala to 12,7mm. Niby 0,7mm, a już nie mogę sobie kupić Barreta M 107. Najwyżej mogę wydać 25 tysi peelenów na M82, który „chodzi” na .338 Lapua Magnum i jakieś 12 tysi na „szkiełko” Ale ja -qrva - nie chcę M82!!! Chcę M107!!!

Zabranianie mi zakupu M107 jest zmuszaniem mnie do niekorzystnego rozporządzania własnym majątkiem i działaniem na szkodę Skarbu Państwa poprzez uszczuplenie VATu, a to już jest kodeks karny😊 Koniecznie muszę wyszukać (p)osłów autorów UoBiA i donieść na nich do proroka😊

Daruję sobie dalszą vivisekcję UoBiA, bo to będzie już kopanie leżącego i niechrześcijańskie naśmiewanie się z cudzego nieszczęścia, czyli głupoty. Jednej rzeczy nie odpuszczę w związku z tłumikami. Czy macie świadomość panowie milicjanci i panowie (p)osłowie, „stffórcy” UoBiA, że wszystkie zezwolenia na klamki, wydane we wszystkich WPA, wszystkich Wojewódzkich Komend są nieważne z mocy prawa, a wy, którzy je wydawaliście i nadal wydajecie poświadczacie nieprawdę i jesteście przestępcami??? Na samą myśl, widzącą sznurek skajdankowanych kierownikuf[6] WPA i komędantóf[7] wojewódzkich MO, prowadzonych do Wronek – ROTFL. A co sobie pomyślą pensjonariusze Wronek na taką dostawę „świeżego mięska”? To już nie będzie ROTFL.

Oczywiście nie wiecie, bo jesteście jedynie bezmózgimi wykonawcami pomysłu na rozbrojenie Narodu, autorstwa pewnego kochającego inaczej komucha. No to wytłumaczę wam gdzie daliście i nadal dajecie doopy: Pozwolenie na broń, o którym mowa w ust. 1, nie może być wydane, z zastrzeżeniem art. 29 ust. 2, na broń szczególnie niebezpieczną w postaci: : (…) 3 „broni palnej wyposażonej w tłumik huku lub przystosowanej do strzelania z użyciem tłumika huku;”

Już wiecie? Nie wiecie? Dziwne, bo ja już wiem, a nie wydaje mi się abym miał wyższe od was IQ. No chyba, że pomiaru waszych IQ dokonywano na podobnych zasadach jak egzaminowano tow. Grabarczyka „na klamkę”😉

No to jak będzie, chłopaki? Już wiecie? Wiecie! To ja teraz powiem tym nielicznym co nie skumali – Każda klamka dostępna w PL, EU, czy nawet USA, zakupiona legalnie JEST PRZYSTOSOWANA do zainstalowania tłumika. Nawet jak nie ma gwintu na końcu lufy to można tę lufę wsadzić w doopę kitajskiej zabawce i tłumik gotowy.

A wiecie już może którego kochającego inaczej komucha miałem na myśli?[8]

Dlaczego tak jadę po „stffórcach” i wykonawcach UoBiA? Na samym początku powiedziałem kilka słów o wolności, bo w taką wolność, ograniczoną jedynie odpowiedzialnością jednostki wierzę i takiej wolności pragnę dla siebie i moich dzieci i w tych pragnieniach nie jestem osamotniony. Rozmawiam na ten temat z wieloma ludźmi część, mniejsza ich część, nie podziela moich poglądów, co tylko utwierdza mnie, że trzeba właśnie z nimi podjąć pracę informacyjną.

Czytający moje wypociny zaraz naskoczą na mnie, że szczekam na „dobrą zmianę”, ale nic w zamian nie proponuje, poza zmianą Konstytucji. Konstytucja jest fundamentem, ale – jak uczą przykłady – trwałość tego fundamentu zależy odwrotnie proporcjonalnie od zawartości. Konstytucja 3RP ma blisko ¼ tysiąca artykułów i jest nieprzydatna, wręcz szkodliwa, od chwili uchwalenia. Moja idealna Konstytucja powinna zmieścić się na dwóch stronach A4 i w kilkunastu artykułach. Jednym z nich powinien być artykuł o prawie do wolności i wynikającym zeń obowiązku jej obrony. Najważniejsze jednak powinno znaleźć się na początku konstytucji:

  • świętość własności
  • definicja państwa jako sługi obywateli
  • zakaz ingerencji państwa w wolność jednostki

Świętość własności to automatycznie prawo do jej obrony, przede wszystkim przez dysponenta własności, a dopiero później przez państwo i jak słyszę dobrozmianowego v-ce ministra[9] pitolącego że to państwo ma mi zapewnić bezpieczeństwo, a nie ja sam mam bronić swojej wolności, to zaczynam drapać się w swój siwy łeb i myślę - na jakim śmietniku historii wykopał „pan Mariusz”[10] tego „czerwonołebca”?.

Broń konieczna do obrony własności ma być dostępna dla każdego dysponenta tejże własności. Bez jakichkolwiek ograniczeń! Już słyszę te głosy oburzenia: a co np. będzie jak kupi ją sobie wariat??? Nic. Wariat, dopóki nie jest ubezwłasnowolniony, jest człowiekiem wolnym. Jeżeli wariat posiada dom, to ma prawo bronić go tak samo jak każdy inny właściciel. Dlatego nie może być żadnych ograniczeń w dostępie do broni przewidzianej do ochrony miru domowego. Podkreślam – broń do ochrony miru domowego. Użycie tej broni na własnym terenie nie powinno być w żaden sposób ograniczane. Wszedłeś na cudzy teren – licz się z tym, że dostaniesz kulkę w łeb bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, a strzelający pozostanie bezkarny, bo będzie miał takie prawo.

Tak, tak towarzysze myśliwi, wleziecie na moje pole, bez mojej zgody, mordować zające – ukatrupię bez ostrzeżenia. Tak, tak wielce szanowny panie złodzieju, ładujący się przez okno do mego domu, ukatrupię szanownego pana z „pompki” i żaden Sąd nie będzie musiał wysłuchiwać pańskich bzdurnych tłumaczeń, że pomylił pan okna bo był pan pijany - żadnego sądu nie będzie, a pańscy krewni będą musieli zapłacić za szyby, profesjonalne oczyszczanie muru z resztek pańskiego mózgu i… brenekę użytą do ukatrupienia łaskawego pana złodzieja. Tyle o broni do ochrony miru domowego – żadnych ograniczeń! W tym ograniczeń kalibru i sposobu działania broni.

Pozostaje nadal kwestia powszechnego dostępu do broni, która nie będzie przeznaczona wyłącznie do ochrony miru domowego, czyli cała reszta broni, którą można będzie nosić, przenosić, używać do osobistej ochrony, strzelania na strzelnicy, kolekcjonować, otrzymywać w spadku i bronić się przez agresją zombi. 😉 Jedynym obowiązkiem właściciela takiej broni byłaby jej rejestracja.

Ponieważ w całkowicie zdemilitaryzowanym społeczeństwie trochę strach jest otworzyć dostęp do broni jak do chrupiących bułeczek, proponuję 10-15letni okres przejściowy, w którym z jednej strony dostęp do broni zostanie ułatwiony, ale jednocześnie państwo rozpocznie szeroko pojmowaną akcję informacyjno-popularyzacyjną nt. broni, polskiej tradycji bojowej, bezpieczeństwa w posługiwaniu się bronią i odpowiedzialnością właścicieli broni. Widzę taką akcję, zarówno w przedszkolach i podstawówkach jak i w całym systemie nauczania w oparciu o wartości patriotyczne i proobronne. Szerszą ideą takich działań wychowawczych powinna być nauka podejmowania odpowiedzialnych decyzji już od lat najmłodszych. W czasie okresu przejściowego proponuję trochę utrudnień w dostępie do broni, nie będącej w założeniu przeznaczoną do ochrony miru domowego.

Prawo jazdy może mieć w PL niepełnoletni, ale za zgodą Rodziców. Prawdopodobieństwo, że nastolatek spowoduje bądź dozna obrażeń w wypadku komunikacyjnym jest znacznie większe niż prawdopodobieństwo nieszczęścia z powodu jego kontaktu z bronią. Dlaczego więc pozwalamy nastolatkom prowadzić, a nie pozwalamy mieć broni? Z samochodem jak z bronią - im młodszy użytkownik tym większe prawdopodobieństwo nieszczęścia, ale czy bardziej niebezpiecznym kierowcą będzie 18-latek który miał hulajnogę i rowerek, a właśnie zdobył prawo jazdy A i dosiadł Hayabusę, czy taki co w wieku lat 12 przekonał się jak boli „szlif” na motorynce, a teraz ma Hayabusę i prawko A. Idę o zakład, że taki „szlifowany” wcześniej na motorynce będzie znacznie bardziej ostrożny niż taki co na Hayabusę przesiadł się z rowerka.

Co musi kandydat na kierowcę? Musi być kumaty i być na tyle zdrowy, aby móc bezpiecznie prowadzić samochód. Osobiście uważam, że wykształcenie podstawowe jest zbyt niskim kryterium „kumacji”, zarówno do bycia kierowcą jak i bycia strzelcem, ale to wyłącznie moje prywatne zdanie.

Dla młodego kierowcy są pewne ograniczenia i podobnie powinno być z młodym strzelcem w „okresie przejściowym”:

  • badanie lekarskie określające somatyczne warunki zdrowotne kandydata na strzelca
  • badanie psychologiczne określające warunki emocjonalne, np. w poradni szkolno-wychowawczej
  • badanie psychiatryczne określające aktualny stan zdrowia psychicznego
  • kurs szkoleniowy podobny w zakresie do obecnych kursów na patent strzelecki, ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa i zasad działania różnych rodzajów broni
  • egzamin strzelecki z zasad bezpieczeństwa i bezpiecznego posługiwania się bronią
  • uzyskanie legitymacji strzelca(odpowiednik prawa jazdy) z zaznaczonymi ograniczeniami, np. do 19r.ż. strzelanie wyłącznie z broni pneumatycznej
  • do 25r.ż. zalecane, ale nieobowiązkowe prowadzenie dokumentacji strzeleckiej, treningi zawody, zużycie amunicji,

po ukończeniu 25r.ż. i wykonaniu ponownych badań ogólnolekarskich, psychologicznych i psychiatrycznych ponowny kurs strzelecki uwzględniający aktualny stan prawny, zasady bezpieczeństwa i obsługę broni CZ[12] zakończony egzaminem teoretycznym i praktycznym.

W tym momencie, w okresie przejściowym, otwiera się droga dla zdrowego, niekaranego, młodego człowieka do posiadania własnej broni, amunicji do niej i kończą się ograniczenia w dostępie do broni, za wyjątkiem broni automatycznej i ew. używanej do LongShot w kalibrze większym niż .223 rem. Które to dwa rodzaje broni wymagałyby dwóch różnych egzaminów, na podobieństwo prawa jazdy na autobusy i przyczepy.

Dla osób pow. 25r.ż. działałoby to podobnie, z tym, że okres między kolejnymi etapami pozyskiwania uprawnień byłby ograniczony do ½ roku.

Jestem również za rejestracją wszelkiej broni i kontrolą obrotu nią na zasadach podobnych jak obrót samochodami i motocyklami. W zamian za tę niedogodność należy natychmiast znieść kuriozalne kary za ew. utratę broni. Utrata broni nie może być karana! Natomiast brak zgłoszenia takowej utraty – tak. Podobnie brak zgłoszenia transakcji kupna/sprzedaży broni.

Kto miałby prowadzić rejestr broni? Np. Wydziały Komunikacji. Mają system CEPIK, myślę, ze można doń tanim kosztem „dołożyć” klamki i umożliwić właścicielom broni dostęp przez Internet do rejestracji broni i wszelkich informacji związanych z jej przepływem. W przeciwieństwie do obecnych regulacji prawnych, żaden z ww. „grzechów” nie powinien mieć żadnego wpływu na prawo do posiadania broni!!! Utrata prawa do broni jest równa utracie prawa do wolności i mogłaby mieć miejsce jedynie w drodze postępowania sądowego przeprowadzonego we wszystkich instancjach, z kasacją i skargą nadzwyczajną włącznie.

Powszechny[13] dostęp do broni to znaczna siła napędowa dla polskiego przemysłu obronnego, a rysunek poniżej obrazuje jak ogromny potencjał stoi otworem przed polskim przemysłem zbrojeniowym. 1,3 sztuki broni na 100 mieszkańców to szary koniec światowej listy, a może się to zmienić w szybkim tempie na 30-40 sztuk na 100 mieszkańców. Przed polskimi fabrykami broni i amunicji stoi ogromna szansa – poziom 30/100 to kilka milionów sztuk broni, czyżby nie było o co walczyć. Już dzisiaj znalezienie dobrego rusznikarza jest trudne, a przy poziomie 30/100 będzie musiała ich liczba zwiększyć się dwudziestokrotnie. Każda nowa polska klamka w polskich rękach to kolejne miejsca pracy i kolejne inwestycje - panie premierze Morawiecki, chyba o inwestycje walczymy?

Osobiście uważam, że strzelnica w każdej gminie to lepszy pomysł niż orliki, bo strzelnica bardziej się nadaje do promocji tradycji patriotycznych i wychowania proobronnego młodych ludzi niż ganianie za piłką. Na orlika małolat pójdzie sam, na strzelnicę musi pójść z tatusiem lub mamusią bo takie są rozsądne regulacje prawne. Rodzicom małolata też dobrze zrobi wizyta na strzelnicy zamiast w kolejnej galerii handlowej. Tak sobie subiektywnie myślę, że strzelnica bardziej integruje rodzinę niż orlik.

Na koniec popuszczę drugi raz wodze fantazji i zastanowię się co by było gdybym miał w kieszeni klamkę kiedy napotkałem czterech panów bandziorków proszących mnie o papierosa.

Mapa bron w europie

Obrazek pochodzi z: http://wmeritum.pl/wp-content/uploads/2017/01/Mapa-bron-w-europie.png

Najprawdopodobniej widząc złe zamiary panów bandziorków, rzekomo spragnionych dyma, zareagowałbym znacznie wcześniej, tj. zanim zbliżyli się do mnie w zasięg kontaktu bezpośredniego. Zapewne poinformowałbym szanownych panów bandziorków, że mam broń i użyję jej jeżeli natychmiast nie udadzą się w tzw. „pizdu”. Gdyby to było im mało to miałbym nawet czas na wydobycie broni i oddanie strzału ostrzegawczego. Gdyby i to nie ostudziło pańskobandziorkowej chęci zapalenia papierosa, to wiedziałbym gdzie trafić, żeby nie zabić, a skutecznie zatrzymać. Z odległości 5m przestrzelenie kolana, nawet dla strzelca w stresie nie jest niewykonalne, a zatrzymuje dość skutecznie. Czy pozostali panowie bandziorkowie mieliby odwagę nadal testować moją sprawność strzelecką? Nie sądzę, a nawet gdyby to miałbym w magazynku jeszcze kilkanaście argumentów aby im to skutecznie wyperswadować. Bilans pierwszego, teoretycznego spotkania był tragiczny – jeden „sztywny”, jeden wykastrowany, jeden w pierdlu, docelowo bez rodziny i firmy. Bilans drugiej wersji wydaje się znacznie korzystniejszy.

Władza, która zerwie z komunistycznym myśleniem i zwróci wreszcie Polakom prawo do własnoręcznej obrony wolności przejdzie do naszej historii jako prawdziwy grabarz komunizmu, w przeciwieństwie do niepolskich paddiełek - udających antykomunistów przy okrągłym stolcu[14].

xylen


[1] https://wiadomosci.wp.pl/gdansk-czeslaw-kowalczyk-uniewinniony-od-zarzutu-zabojstwa-6031568688517761a

[2] Osobnicy mordujący zwierzynę to, w moim przekonaniu, psychole z zaburzeniami erekcji, usiłujący podbudować swoje ego przy pomocy fuzji zamiast viagry. Konieczna selekcja sanitarna zwierzyny powinna być wykonywana przez leśników, a w szczególnych wypadkach przez licencjonowanych strzelców-weterynarzy.

[3] W PRLu niektóre, nieliczne rzeczy były dobre, np. jednostką inteligencji był cjant;. 1/1000 cjanta to milicjant

[4] Nie poprawiać!!!

[5] Nie poprawiać!!!

[6] Nie poprawiać!!!

[7] Nie poprawiać!!!

[8] http://niepoprawni.pl/blog/3129/rozkoszna-dupa-lenina

[9] https://mswia.gov.pl/pl/ministerstwo/kierownictwo/13871,Jaroslaw-Zielinski.html

[10] https://mswia.gov.pl/pl/ministerstwo/kierownictwo/13856,Mariusz-Blaszczak.html

[11] Bocznego zapłonu

[12] Centralnego zapłonu

[13] Z wcześniej wymienionymi ograniczeniami okresu przejściowego

[14] Chodzi o tzw. Okrągły Stół, przy którym dogadały się jedne komuchy z drugimi komuchami w sprawie złupienia Polski i kontynuacji ogłupiania Narodu.