Pani PBS obiecała w kampanii wyborczej 500+ i od 01.04. chyba wprowadzi ten program. Mało mówi się o najbardziej istotnej funkcji programu - ma on zdopingować PKB do wzrostu poprzez skierowanie tych pieniędzy na rynek konsumpcyjny. Idea ze wszech miar słuszna i Polsce bardzo potrzebna. Gdyby udało "nakręcić" tymi 17-toma mld wzrost PKB, to obecnej władzy należy się za to najwyższy szacunek i uznanie. Niestety, te 17 mld trzeba komuś najpierw zabrać aby można je było rozdystrybuować wśród polskich rodzin. A co będzie jeżeli program spowoduje wzrost "dzietności"? Rząd będzie miał narastający problem w kolejnych latach - skąd wydobyć kolejne miliardy na realizację programu 500+. 

Proponujemy rządowi RP znacznie lepszy sposób na "podkręcenie" PKB. Wiemy jak i skąd brać corocznie ok. 23 mld PLN na rozkręcenie gospodarki. Kwota ta przewyższa istotnie kwotę 17 mld złotych, przewidywanych do wprowadzenia na rynek w roku 2016, w następstwie programu rządowego 500+, oraz jest pozbawiona podstawowej wady kwot koniecznych do realizacji programu 500+ - kwota 23 mld złotych „fizycznie istnieje” i nie musi być „wygospodarowywana”. 

 

Gdzie są te miliardy? 

Pieniądze są w budżecie NFZ-u i w prosty sposób, bez szkody dla chorych,  mogą stać się kołem zamachowym polskiej gospodarki.

Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia w roku 2015 wyniósł blisko 70 mld PLN. Jedna trzecia tej kwoty, ok. 23mld PLN, została wydatkowana na finansowanie refundacji leków. Problem w tym, że adresatem tych pieniędzy są producenci leków i wyrobów medycznych. Jeżeli dokładnie przyjrzeć się strukturze właścicielskiej beneficjentów refundacji, to okaże się, że ogromna większość  gigantycznej kwoty 23 mld PLN trafia do firm zagranicznych i jest transferowana poza Polskę. Ergo – Narodowy Fundusz Zdrowia rozkręca koniunkturę na rynkach Niemiec, Francji, Szwajcarii i innych państw naszymi, polskimi pieniędzmi, pochodzącymi ze składki zdrowotnej obywateli RP!

Nasze pieniądze, czyli pieniądze pochodzące od Suwerena państwa polskiego, powinny trafiać na polski rynek i tu generować wzrost PKB. Nie widzę powodu, aby było inaczej. Tym bardziej, że istotą refundacji leków jest ulżenie chorym w ponoszeniu kosztów leczenia. Dlatego proponuję przekierowanie refundacji leków do pacjenta. Refundacja leków polega na częściowym obniżeniu ich ceny aby pacjent de facto płacił mniej niż wynosi rynkowa cena leku. 

W tym celu tworzona jest lista leków refundowanych. Pominę opis drogi jaką przebywa dany preparat zanim trafi na listę leków refundowanych, to bardziej zadanie dla fachowców z CBA niż dla zarządzających ochroną zdrowia. Refundacja polega na dopłaceniu różnicy między ceną rynkową leku a ceną za jaką hurtownik kupuje lek od producenta. Beneficjentem refundacji jest więc dzisiaj producent. Polski hurtownik kupuje lek od producenta po cenie obniżonej refundacją. Jeżeli np. producent oferuje lek „A”, kosztujący 25 złotych, ale otrzymuje 20 złotych refundacji, to hurtownik kupi lek „A” za kwotę 5 złotych. W tym miejscu pojawia się pierwszy problem - hurtownik widząc, że może ten lek sprzedać aptece za 5 zł + urzędowa marża, ale przy sprzedaży zagranicznej uzyska zań 10 zł, to komu sprzeda lek? Za rządów min. Arłukowicza, tym sposobem wyparowały z Polski leki p. nowotworowe i trzeba było szybko pisać kolejną ustawę zabraniającą hurtownikom zarabiania pieniędzy.

Co to ma wspólnego z wolnym rynkiem? NIC!

Wystarczy jednak zaprzestać negocjacji Min. Zdrowia z producentami i zaproponować im wyłącznie sprzedaż wolnorynkową. Czy wtedy lek „A” hurtownik będzie mógł kupić za 25 zł? Tak, ale inny producent być może zaproponuje taki sam preparat za 20PLN. Od kogo hurtownik kupi lek „A”? Na poziom producent-hurtownik automatycznie powróci wolny rynek i wymusi konkurencję, co zawsze prowadziło, prowadzi i będzie prowadzić do obniżki cen.

1Hurtownik, zakupiony taniej lek, zaoferuje aptece lek „A” za 20 zł + marża urzędowa, ale apteka - zgodnie z prawami wolnego rynku - będzie szukała innego hurtownika, który sprzeda lek „A” za… 19 zł + marża urzędowa.  Na poziom hurtownik – apteka powróci konkurencja.

2Apteka będzie się starała kupić lek najtaniej, powiedzmy, ze zakupi go za 23 zł(cena zakupu hurtownika + marża). i zaoferuje pacjentowi za 25 zł(cena zakupu apteki + marża). Pacjent oczywiście poszuka apteki gdzie będzie mógł kupić lek taniej, bo takie są zasady wolnego rynku. Załóżmy, że 25 zł to najniższa cena w aptece - pacjent kupuje lek, ale w tym miejscu zaczyna działać nowy model refundacji leków. Pacjent może kupić lek, wziąć paragon na 25 zł  i udać się do kasy NFZu po 20 złotych refundacji. W takim układzie ostateczny koszt leku dla pacjenta wyniesie 5zł + koszta związane z odzyskaniem 20 zł refundacji. W ten sposób refundacja trafi do pacjenta i z jego kieszeni na rynek!

Apteka może jednak zaproponować pacjentowi sprzedaż leku za 5,05 PLN i to apteka odbierze sobie refundację w NFZ. Pacjent może pójść na ten układ, a może poszukać konkurencyjnej apteki, gdzie kupi lek za 4,95 PLN. Wolny rynek powróci na poziom apteka-pacjent, a 20 PLN refundacji, albo trafi do kieszeni pacjenta, albo do kieszeni aptekarza. Obaj wydadzą te pieniądze na polskim rynku.

Celowo pomijam tu szczegóły, ale moim celem jest wskazanie mechanizmu skierowania na rynek 23 mld PLN, a nie sposobów realizacji. To nie jest prosty projekt, wymaga on wiele pracy wielu specjalistów, ale przede wszystkim wymaga on patrzenia na interes państwa, a nie interes  kieszeni producentów. Oczywiście znacznym ułatwieniem realizacji byłaby tzw. recepta elektroniczna, i karta chipowa jako dowód ubezpieczenia społecznego. To są jedynie niektóre  szczegóły wymagające dalszej dyskusji.

Jak znam życie taki model napotka znaczny opór materii, bo proponowane zmiany rozbiłyby w pył rozliczne układy i układziki. Ze swej strony podejmuję się podjąć polemikę z decydentami przeciwnymi przekierowaniu refundacji do pacjenta.

W przeciwieństwie do projektu 500+, te 23 mld są już w kasie i nie trzeba ich szukać, wystarczy tylko je przekierować, na polski rynek.

 

xylen