Mam taka wiewiórkę co dobrze poinformowana jest i czasem dzieli się swoją wiedzą. Późną wiosną 2015 r. wiewiórka zameldowała, że młody Morawiecki będzie superministrem w kaczym rządzie. Na moje powątpiewanie co do wyników wyborów w ogóle, a osoby młodego M. w szczególności wiewiórka stwierdziła: Kaczor wygra i młody M. będzie superministrem.

Jesienią słowo ciałem się stało, a wiewiórka jeszcze bardziej mnie zaskoczyła, bo tym razem to ona mnie zapytała - co sądzę o Księciuniu jako minzdrawie?

Moje relacje z wiewiórką zawsze polegały na wymianie prawdziwych poglądów. Mogliśmy pewne rzeczy przemilczeć, ale kiedy otwieraliśmy gęby to zawsze mówiliśmy to co naprawdę myślimy. Tak było mi tym razem – powiedziałem co myślę o Księciuniu i nie było to zbiorem pochwał, delikatnie mówiąc. Wiewiórka posmutniała i powiada: i ja tak myślę i martwię się. Myślałem, że to będzie koniec omawiania wątpliwych walorów nowego minzdrawa, ale myliłem się. Wiewiórka zaczęła opowiadać wiele złego o Księciuniu, oraz to, że Księciunia mocno protegował Kaczafiemu… Gowin i zdaniem wiewiórki jest to celowe działanie obliczone na skompromitowanie Erpla do przyszłych wyborów…

Po owocach ich poznacie pomyślałem sobie… No i wychodzi na to, że wiewiórka miała rację. Pierwszym „owocem” jest ustawa z dnia 23 marca 2017 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych[DU 2017 poz. 844] powszechnie znaną jako ustawa o sieci szpitali. Tekst jednolity tego zmienionego wspomnianą ustawą gniota, zwanego ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych  jest dostępny tu: http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20160001793

Nie wchodzą w szczegóły – co nowego w stosunku do czasów poprzedniej władzy zawiera nowy gniot? Podstawowym elementem jest podział szpitali, tzw. publicznych, czyli upraszczając - państwowych, na kilka stopni referencyjnych, poczynając od najmniejszych czterooddziałowych rejonowych po szpitale kliniczne. Najważniejsze jest jednak to jakie z tych szpitali mogą wejść do „sieci”. Ano tylko takie co miały wcześniej przynajmniej dwuletni kontrakt z NFZem. Szpitale trzech pierwszych stopni i pediatryczne, aby wejść do księciuniowej sieci muszą również posiadać SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy). Ten warunek praktycznie ostatecznie wyklucza szpitale prywatne, dotychczas mające kontrakty z NFZem jak i wszystkie nowe szpitale, choćby były najbardziej publiczne z możliwych(sic!).

Szpitale wchodzące do sieci muszą też zorganizować nocną i świąteczną obsługę chorych na poziomie specjalistycznym. Istnieją wprawdzie wyjątki od tej reguły ale nieliczne. Po co ten warunek? Ano po to, aby uleczyć obecne znaczne braki w tej materii.  Do tego tematu jeszcze wrócę, bo w mojej ocenie będzie to poważny punkt zapalny.

Pieniądze na to wszystko ma zapewnić, póki co, NFZ. W wypadku szpitali sieciowych ma to być 91% kwot przeznaczanych dotychczas na procedury szpitalne i ok. 37% dotychczasowego budżetu na AOS (Ambulatoryjną Opiekę Specjalistyczną). Największą rewolucją jest sposób finansowania!

Dotychczas wyglądało to tak, że szpital leczył tylu chorych na ile starczało pieniędzy z umowy kontraktowej, co generowało wieloletnie kolejki przy niewykorzystanych „mocach przerobowych” Poza chorymi „planowymi” szpitale musiały pewnych chorych przyjąć, mimo, że nie miały kasy na ich leczenie co generowało tzw. nadwykonania, a NFZ albo w końcu płacił za nie albo i nie.

Nowy system finansowania jest inny. Płatność następuje jednorazowo na początku roku w kwocie łącznej sumy wypłaconej w 2015r + korekta za różnice cen procedur w latach 2016-2017 (korekta, jak to korekta - może być w górę i może być w dół). Najistotniejsze jest to, że pieniędzy w systemie nie przybywa i nie jest optymalizowana ich dystrybucja oraz brak jest dyscyplinowania wydatków.

Powie ktoś, że to świetny system, jest budżet, wiemy ile mamy kasy w kasie i gospodarujmy tym sami,  bez obawy o widzimisię przysłowiowej pani Dziuni z NFZtu. Odpowiem sposobem preferowanym przez „naród handlowy”, czyli pytaniem na pytanie? Po jakiego grzyba Erpel czyści Sąd Najwyższy? Bo uznał, że z dotychczasowym składem daleko nie zajedzie. Wymiana sędziów Sądu Najwyższego nie jest trudna, setka sędziów z niższych instancji z 10-letnim stażem zawsze się znajdzie. Problem w tym, że muszą oni inaczej myśleć niż dotychczasowa „kasta”, a o takich znacznie trudniej.

Podobnie jest z kadra zarządzającą szpitalami, niestety nie przewidziano wyczyszczenia dotychczasowych dyrektorów. Nowa ustawa nie zmieni sposobu myślenia, a ten często opiera się na prostej zasadzie – pilnować stołka i garnąć jak najwięcej pod siebie. Czy złodziej przestanie być złodziejem kiedy zamiast po 2-3mln/miesięcznie dostanie jednorazowo 30mln???

Myślmy pozytywnie - idzie dobra zmiana - załóżmy, że kierujący szpitalem to anioł, który dostaje drgawek na samą myśl, że mógłby coś przytulić. Zaraz ustawią si e do niego wycieczki pań pielęgniarek i panów lekarzy, że woleli by więcej zarabiać. Daj podwyżkę bo masz z czego! Da – to już po budżecie, nie da - będzie konflikt z załogą.

W Polsce nie ma wyspecjalizowanej kadry zarządzającej jednostkami szpitalnymi. Dyrektor-lekarz nie ma pojęcia o zarządzaniu, pojęcie kontrolingu zarządczego jest dlań bajką o żelaznym wilku, a dyrektor-nielekarz nie ma zielonego pojęcia o specyfice ochrony zdrowia. Znam konkretnego durnia, który w ramach cięcia kosztów zakupił za psie grosze dużą ilość lateksowych rękawiczek diagnostycznych i ogłosił sukces ekonomiczny. Nie wziął jednak pod uwagę tego, że z racji podłej jakości zużycie rękawiczek wzrosło trzykrotnie, co z zysku wygenerowało stratę. Dodatkowo dyrektor-idiota stracił chirurga i anestezjologa – małżeństwo, które odeszło z pracy z powodu uczulenia na lateks i teraz skarży szpital o gigantyczne odszkodowanie. Per saldo dyrektor-ekonomista wydał dotychczas prawie trzy razy więcej forsy niż gdyby kupił porządne rękawiczki nitrylowe, a największy wydatek przed nim, bo proces najprawdopodobniej przegra. 😊

Nowoczesne zarządzanie bez informatyzacji nie istnieje. HIS, czyli Hospital Informatic System to podstawa. Jak to wygląda w praktyce? O zarządczych systemach informatycznych typu HIS mało kto w Polsce słyszał. Systemy takie są już dostępne, ale często nijak nie pasują do postkomunistycznej ochrony zdrowia. HISy działają w kilku jednostkach, ale o ich powszechności jeszcze długo nie będzie mowy. Teraz na tapecie jest elektroniczna historia choroby która załatwia wyłącznie dokumentację stricte medyczną. EHC powinna być zintegrowana z systemem zarządczym, w realiach byłego PRLu może kiedyś będzie i kiedyś zostanie zintegrowana, może... Dzisiaj EHC działa sobie, system księgowo-płacowo-magazynowy sobie, system kadrowy sobie. Cięzko zarobione przez szpital pieniądze wyżerają informatycy przenosząc na piechotę dane z systemu do systemu.

Informatyzacja szpitali(EHC) w praktyce wygląda tak, że w pewnym szpitalu o najwyższym stopniu referencyjności ośmiu lekarzy ma do dyspozycji dwa(sic!) stanowiska sieciowe, na których zrobienie jednego wypisu potrafi pochłonąć 1,5 godziny ze względu na przeciążenie sieci. Żeby było śmieszniej - w magazynie leżą od dwóch lat nowe-stare komputery, bo wydolność etatowych jaśnie panów informatyków to dwa montaże dziennie, a zamontować trzeba by kilkanaście dziennie, wyłącznie żeby utrzymać bieżący stan sieci. Szczegółem nieważnym uwagi jest… cena jednego nowego-starego komputera,  dwukrotnie wyższa niż cena detaliczna w sklepie, obowiązująca przy zakupie jednej sztuki, co w „kraju zdrowego rozsądku” spowodowałoby szybkie śledztwo i odstrzelenie wszystkich odpowiedzialnych za takie interes, z naczelną dyrekcją włącznie. Strat generowanych przez szpitalną sieć nikt nie liczy! Po pierwsze, dyrekcja nie widzi problemu, po wtóre nie wpadła na pomysł, że 1,5 godziny na wypis to dodatkowe koszty. W innym szpitalu podobnie wielkim i jeszcze wspanialszym wygenerowano ponad 60.000PLN strat przetrzymując ponad trzy tygodnie chorego, który był wyleczony, ale wymagał przeniesienia do zakładu opiekuńczego. Ów wielki i wspaniały szpital był tak wspaniały, że zatrudnił specjalną panią Dziunię do załatwiania takich spraw socjalnych. Pani Dziunia, mgr pielęgniarstwa, poszła jednak w tym czasie na urlop. Zaprawdę powiadam wam – genialna organizacja pracy.

AOS, do stworzenia której obliguje szpitale sieciowe ustawa made by Księciuniu & Co to kolejna bombka z opóźnionym zapłonem. Obecnie chory wypisany ze szpitala po zabiegu operacyjnym z zaleceniem dalszego leczenia w poradni chirurgicznej idzie do publicznej poradni chirurgicznej gdzie proponują mu wizytę u chirurga za… miesiąc. Co ma zrobić chory któremu trzeba zdjąć szwy za dwa dni? Nie wnikam w to, że w krajach zdrowego rozsądku takie szwy usuwa lekarz rodzinny. W PL ma to zrobić chirurg, ale ponieważ w AOS dostęp do chirurga jest za miesiąc więc Księciuniu i spółka wymyślili, że przy szpitalu sieciowym ma powstać taka poradnia chirurgiczna co po dwóch dniach zdejmie szwy.

Zadajmy sobie pytanie – dlaczego termin do chirurga w „miejskiej” AOS był „za miesiąc”? Bo jest tam jeden chirurg który ma tylu pacjentów, że tego poszpitalnego nieszczęśnika może przyjąć za miesiąc. Gdyby było tam 5-ciu chirurgów to pacjent nie czekałby miesiąca, ale faktycznie trafiłby do chirurga w wyznaczonym terminie. Dlaczego nie ma tam 5-ciu chirurgów? Przyczyny są dwie: pieniądze i brak chirurgów. Czy w przyszpitalnej AOS będzie więcej pieniędzy i zatrudni się więcej chirurgów? Pieniędzy nie będzie więcej, ale w szpitalach są rezydenci. Rezydent to taki gość który zarabia 2200-2500PLN i uczty się, w tym wypadku „na chirurga”. Ponieważ chce się nauczyć jak najszybciej, żeby zacząć więcej zarabiać więc siedzi cicho i robi co mu każą. Nie ma więc obawy, że w przyszpitalnej AOS, a właściwie AOR (R jak Rezydent) będzie lekarz, ale nie będzie chirurga. Czyli jakość usługi będzie niższa. Już dzisiaj bywają rezydenci którzy pracują ponad 300h miesięcznie. Skazani na AOS pójdą, ale nie chciałbym aby zdejmował mi szwy facet który trzecią dobę nie śpi!

Jest jeszcze wiele innych, podobnych „pułapek” w księciuniowej ustawie, ale nie będę nimi zanudzał. Jedno jest pewne – szpitale sieciowe, zarządzane jak dotychczas wydłużą kolejki, sowodują większe marnotrawstwo środków i większe złodziejstwo. Towarzyszyć temu będzie Istotne obniżenie jakości usług. Największe szpitale, czyli te w których jest największy bałagan i najwyższe straty dostana największe pieniądze. Najmniejsze szpitale, znacznie łatwiejsze do zarządzania, często gwarantujące chorym wyższą jakość usług niż te olbrzymu dostaną najmniejsze pieniądze i mają diżą szansę zbankrutować. Dal organów założycielskich nie będzie to problem bo ustawa o działalności leczniczej autorstwa pani Kopacz-na-metr-w-głab zniosła przykry obowiązek organu założycielskiego szpitala publicznego, czyli obowiązek zapewnienie opieki medycznej ludności tubylczej w wypadku bankructwa szpitala publicznego. Dlatego, jeżeli moje czarne przewidywania sprawdzą się, to Kaczor przegra wybory w 2019, a szkoda, bo za Kaczafiego i Ziobry kradną trochę mniej niż za Arłuka i Neumana.

xylen